Wczasy mazury

Tak już i wysechł całkiem diabeł za onym piecem, bo się czart tylko złością ludzką pasie. I trza mu było wyleźć stamtąd. Już miał uciekać na bagniska, aż tu spotyka babę jedną, która się go pyta: czemu taki suchy? A on jej opowiedziawszy rzecz całą, tak zakończył: wczasy mazury - A może byście wy poradzili co na to? A dałbym wam tak duży worek pieniędzy jak sami jesteście. Tak się i zgodzili, a diabeł i baba razem znowu wrócili do tej chałupy.

Szoszoni ruszyli przez las ku górom. Podążymy za nimi. Nie było to łatwe zadanie ze względu na jeńców, których nie należało zdejmować z koni. Wśród drzew panował kompletny mrok. Musieli jedną ręką macać przed sobą, a drugą ciągnąć wierzchowca. Winnetou i Old Shatterhand podjęli się najtrudniejszego zadania — szli przodem prowadząc za sobą także konie jeńców. Teraz dopiero okazała się w całej pełni wartość obu ogierów — biegły za swoimi panami niczym psy, nie wydając mimo nierównego gruntu żadnego dźwięku, podczas gdy inne konie głośno rżały. Wreszcie pokonano uciążliwą drogę.

Daję im wolność w zamian za wolność obu białych jeńców. Błysk jakby radości przemknął po twarzy młodego Indianina. Lecz ojciec zgromił go spojrzeniem i rzekł: — Oihtka-Petay oraz Moh-Aw wpadli bez walki w ręce nędznego białego — nie zasługują więc na życie. Tylko śmierć może zmyć z nich hańbę. Dlatego mogą umrzeć również biali jeńcy, a także ci, którzy jeszcze w niewolę Szoszonów... Urwał spoglądając ze zdumieniem na obu wywiadowców, których przyprowadził Bob, Davy i Marcin. — Czemu Mężny Bawół przestał mówić? — zapytał Old Shatterhand. mumble Hostessa lektury racjonalnie oddycha silne kostki.